Czy Wałęsa stał w kolejkach, Kuroń prał pieluchy, Morawiecki przecierał zupki?

03.11.2001 PUBLIKACJA WYSOKIE OBCASY NR 136
30.06.1981 LODZ "MARSZ GLODOWY KOBIET"                          FOT.ADM - ANDRZEJ ZBRANIECKI

Iza Desperak

Oczywiście, że nie, oni przecież walczyli o Polskę – zdemaskował płciowy podział rewolucji Jacek Żakowski, usprawiedliwiając niejako wyższymi celami niepłacenie alimentów przez Mateusza Kijowskiego, lidera KODu. Na demonstracjach KODu odżywa duch dawnej Solidarności, ale przy okazji budzą się demony.

W popularnej wyobraźni oni walczyli, one czekały. W filmowych obrazach obcujemy z matkami Polkami, które nie oglądając się na mężczyzn robiły swoje. W „Człowieku z żelaza”, którego akcja dzieje się w 1980 roku, filmowa bohaterka jest w zaawansowanej ciąży. W filmie „80 milionów” z 2011 roku, odtwarzającego rok 1981, i brawurową akcję wrocławskiej Solidarności, znów mamy kobietę w ciąży. Prosi męża, by odwiózł ją do szpitala, ten mówi, że jutro rano nie może, nie musi wyjawiać, dlaczego, ona i tak w szpitalu się znajduje, opiekują się nią tam wszyscy. A on „poszedł na wojnę”. To współczesny film, wspaniale stylizowany, a końcówka wycisnęła mi łzy z oczu. Ale – to film o nieistniejącej wspólnocie, o wspólnocie chłopców, którzy ruszają na ZOMO, gdy żony bezpiecznie zaopiekowane są w szpitalu. Ciekawe, czy oni potem już, po „wojnie” wynosili śmieci, prali pieluchy… Ach, nie, oni zostali internowani. A potem? Po kilku latach, gdy wrócili? Wynosili śmieci? płacili alimenty?

Dawno, dawno temu (to jest w 1994 roku) Shanna Penn opisała paradoks solidarnościowej opozycji: choć Solidarność była ruchem w połowie stanowionym przez kobiety, choć po internowaniu mężczyzn kobiety wykonywały skutecznie całą podziemną robotę, to po zwycięstwie stanęły w drugim szeregu, jeśli nie ostatnim, gdy mowa była o chwale, laurach i zasługach. Jacek Żakowski obnażył drugą stronę schematu gender w polskiej transformacji: mężczyźni walczyli o wolność, co zwalniało ich z odpowiedzialności za nakarmienie rodziny. Karmiły kobiety, i jeszcze niektóre z nich znajdowały czas na tachanie ulotek, ukrywanie bibuły i organizację podziemnych lokali dla ukrywających się działaczy. Pewnie w tym lokalu znajdowała się lodówka, a w tej lodówce coś do zjedzenia.

Pamiętam, jak trudne było wtedy karmienie rodziny. By zrobić dziecku budyń trzeba było mieć mleko, jajko i łyżeczkę mąki ziemniaczanej, oraz choćby garstkę cukru. By podać twarożek, trzeba było dwa – trzy dni wcześniej kupić mleko, połowę zagotować, choćby na ten budyń, drugą odstawić na zsiadłe. Zanim zaczęło śmierdzieć, ale nie za wcześnie, trzeba było naczynie ze zsiadłym wstawić do garnka z wodą, powolutku zagotować, poczekać aż oddzieli się serwatka, modlić, by nie pękł słoik, wyłowić grudkę twarogu, zawinąć w gazę, uformować w gomółeczkę, powiesić dla odcieknięcia. Gdy gazy w aptekach nie było (nie było, bo zastępowała podpaski, których też nie było) gazę zastąpić można było tetrową pieluchą. W tym celu trzeba było w ciąży zdobyć kartki na pieluchy, których oczywiście nie było, potem je zdobyć, i prać regularnie przez dwa lata, by taką w najlepszym stanie móc przeznaczyć na gazę, po to by dwulatkowi zrobić biały serek, którego w sklepach nie było. Nie było też pampersów, pralek w sklepach, proszku do prania, no nic nie było. Kobiety jednak karmiły, nie tylko dzieci, pewnie mężczyzn też. A gdy naprawdę nic nie było, kobiety udawały się na ulice, by w marszu głodowym zażądać jedzenia dla swoich najbliższych. Takie marsze odbyły się w wielu miejscach, na zdjęciach i filmach kręconych przez ówczesne służby widać tłum – mężczyzn i kobiet, z kobietami na pierwszym planie, z dziećmi w wózkach, z transparentami. Ale to zdaje się nie była Walka o Wolność.

„Alimentare znaczy jeść” – brzmiał tytuł pierwszego w Polsce raportu o niepłaceniu alimentów. Jedzenie i alimenty mają wiele wspólnego. Jedne i drugie znajdują się poza porządkiem Walki o…, to jedynie element codziennej kobiecej walki o byt, z którą tak dzielnie sobie radzą, i przecież już nie trzeba prać pieluch ani stać w kolejkach. Więc dzieci nie ucierpią bardziej niż dzieci tamtych opozycjonistów, zaopiekowane przez kobiety nie tylko wtedy, gdy ci siedzieli, ale gdy poszli na wojnę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *